Nie rozumiem całego tego zamieszania z członkami WRONu. Jakim prawem zabiera im się emerytury wojskowe ??? Na te emerytury pracowali całe życie. Emerytury są zgodne z prawem, bo wypracowane całym dorobkiem życia. Nie rozumiem dlaczego na wysokość emerytury ma wpływać przynależność do czegokolwiek. Czy złodziej, który odsiedział swoje powiedzmy 5 lat, a potem (i wcześniej) poza fachem złodziejskim uczciwie pracował i wypracował emeryturę ma dzisiaj mieć ją cofniętą dlatego, że kiedyś zrobił coś złego? Komu w końcu należy rozstrzygać o tym czy było to legalne czy nie. Myślałem, że w polskim prawie decyduje o tym sąd a nie władza ustawodawcza. Więc może zostawmy emerytury a o tym, czy uczestnictwo we WRON było dobre czy złe niech zadecydują sąd i historia.
Przeczytajcie co Kaczyńscy robili w stanie wojennym.
1) Rok 1968 - 22 letni Adam Michnik zostaje relegowany z uczelni za protesty studenckie, Jacek Kuroń siedzi w więzieniu za próbę podjęcia dyskusji z władzą. Obaj chłopcy Jarek i Lech mają po 19 lat i studiują prawo marksistowskie, najbardziej opozycyjne z opozycyjnych kierunków.
2) Rok 1970-tragedia na Wybrzeżu, zabici robotnicy, ballada o Janku Wiśniewskim, Jacek Kuroń nadal siedzi, braci nie widać, rok później piszą prace magisterskie o wyższości prawa Lenina nad prawem rzymskim.
3) Rok 1976-strajki w Ursusie, Radomiu, wspomagane przez KOR Jacka Kuronia. Brat Jarosław nieobecny, zajęty pisaniem pracy doktorskiej o wyższości socjalistycznego prawa pracy nad imperialnym bezprawiem. Brat Lech kompletnie niewidoczny, nic nie pisze. Jednak rok 1976 to narodziny legendy, obaj bracia zaczynają współpracować z KOR, jeden w roli wykładowcy prawa pracy, drugi prowadzi jakieś inne prelekcje z robotnikami. Nie są członkami KOR, terminują jedynie.
4) Rok 1980-strajk w Stoczni. Brat Lech, wzorując się na pracy doktorskiej brata Jarosława, uzyskuje doktorat, prawo marksistowskie nie przeszkadza mu siedzieć dzielnie obok brata Jarosława, w roli doradcy Wałęsy. Ten ostatni zostaje przez Annę Walentynowicz, małżeństwo Gwiazdów, Wyszkowskiego okrzyczany agentem SB. Obaj bracia nie przyjmują sensacji do wiadomości, pomagają Wałęsie w marginalizowaniu i w konsekwencji, odsunięciu wyżej wymienionych od władz związku.
5) Rok 1981-stan wojenny. Brat Lech zostaje internowany wraz z Lechem Walęsą i siedzi sobie 10 miesięcy w ośrodku wypoczynkowym. Frasyniuka, Bujaka i paru innych SB ściga po całej Polsce, powstaje legenda panów nieuchwytnych, internowanych zostaje tysiące działaczy opozycji, w tym stara Kociębowska, za posiadanie długopisów z wizerunkiem papieża. Brat Jarosław nie zostaje internowany i jest JEDYNYM DZIAŁCZEM OPOZYCJI Z GRONA NAJBLIZSZYCH WSPÓŁPRACOWNIKÓW WAŁĘSY, KTÓRY NIE ZOSTAŁ INTERNOWANY. Brat Jarosław, kiedy siedzi ponownie Jacek Kuroń, siedzi pod maminą pierzyną, w teczce Jarosława o 1982 r do 1989 jest czarna dziura.
6) Rok 1989-obrady okrągłego stołu. Obaj bracia siedzą dzielnie przy Wałęsie, po przeciwnej stronie obecny koalicjant Maciej Giertych w roli doradcy generała Jaruzelskiego. Brat Lech uczestniczy kilkakrotnie w tajnych obradach w Magdalence. Do życia powołano Sejm kontraktowy, brat Jarosław negocjuje rząd Mazowieckiego, który ma być alternatywą dla rządu Kiszczaka. W wyniku rozmów brata Jarosława z ZSL i SD, przybudówkami PZPR, które do sejmu dostały się z automatu, Mazowiecki zostaje premierem. W rządzie Mazowieckiego ministrami są generał Kiszczak, generał Siwiec, prezydentem jest generał Jaruzelski, bracia do dziś mają żal, że Mazowiecki w tych komfortowych warunkach prowadził politykę grubej kreski.
7) Rok 1990-powstaje szalona idea wojny na górze, której autorem jest Lech Wałęsa, a którą najgorliwiej realizują obaj bracia. Powstaje partia brata Jarosława PC i wspiera Lecha Wałęsę, jako kandydata na prezydenta i Walęsa prezydentem zostaje, obaj bracia trafiają do kancelarii. Lech w randze ministra, jego podwładnym jest Maciej Zalewski, potem skazany na dwa lata więzienia za wyłudzanie łapówek od prezesów Art B. Rząd Mazowieckiego po przegranych wyborach podaje się do dymisji, w nowych wyborach do parlamentu partia PC uzyskuje 8% głosów.
8) 1991-po konflikcie z Mieczysławem Wachowskim,obaj bracia wylatują z kancelarii z hukiem. PC braci, mimo że jest 4 co do wielkości klubem w Sejmiem, doprowadza do dymisji rządu Bieleckiego i powołuje rząd Olszewskiego, na który Wałęsa mimo konfliktu z braćmi się godzi.
9) Rok 1992-brat Lech zostaje prezesem NIK. Po skleconej na kolanie uchwale, potem zakwestionowanej przez TK, niejaki Macierewicz umieszcza na swojej liście Lecha Walesę, oraz jego dwóch najbliższych współpracowników: Wachowskiego i Flandysza. Na listę trafiają wszyscy liderzy wszystkich partii, oprócz partii PC, która JEST JEDYNĄ PARTIĄ I ŚRODOWISKIEM POLITYCZNYM, które NA LIŚCIE NIE MIAŁO ANI JEDNEGO AGENTA. Na listę trafia lider partii koalicyjnej ZCHN Chrzanowski i dopiero kilkanaście lat potem oczyszcza sie z zarzutów w procesie autolustracji. W wyniku ataku, obóz prezydencki dogaduje się z opozycją i zadatkowanymi koalicjantami PC i doprowadza do upadku rządu Olszewskiego, czemu do dziś obaj bracia nie mogą się nadziwić, jak tak można.
10) Rok 1993-nowe wybory. Partia brata Jarosława PC, rozsypała się w wyniku wyrzucenia i odejścia z klubu około 20 posłów. Z tej 20 powstaje kilka partyjek, oddzielne partie ma Macierewicz, Olszewski, Parys. Kurski odchodzi do ZCHN, gdzie w/g Macierewicza agentem jest jej szef. W wyniku tej `sprawnej akcji Lesiaka' 8% prawica zostaje rozbita w pył i olbrzymia 40 osobowa PC podzielona przez samą PC na śmieszne partyjki. Do Sejmu rozbita PC wchodzi z poparciem 4,2%. O partii Olszewskiego, Parysa, Macierewicza Polacy zapominają, i chłopcy odpoczywają 4 lata.
11) Rok 1997-pierwsza próba zjednoczenia prawicy. PC wchodzi w skład AWS i wprowadza 12 posłów, między innymi Cymańskiego i Dorna. Co ciekawe, lider PC nie jednoczy prawicy i nie dostaje się do Sejmu z listy PC, uznaje jednoczenie prawicy pod szyldem AWS za zbędne i wchodzi do Sejmu z listy ROP Olszewskiego.
12) Rok 2000-brat Lech zostaje ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka, którego doradcą jest Kazimierz Marcinkiewicz.
13) Rok 2001-w nowych wyborach PiS, tym razem partia brata Lecha, w przeciwieństwie do partii PC brata Jarosława, której Lech nigdy nie był członkiem, otrzymuje 9% głosów.
14) Rok 2002-brat Lech, jako kandydat partii opozycyjnej zostaje prezydentem Warszawy.
15) Rok 2005-koniec legendy opozycji bractwa bliźniaczego. Po 16 latach walki na noże, geniusz strategii i jego brat, dzięki kampanii opartej o `katolickie' radio, którego działalność jest kwestionowana przez Watykan i dzięki dziadkowi głównego konkurenta, dostają władzę. Brat Lech melduje wykonanie zadania i otrzymuje fotel prezydenta, brat Jarosław prezesa i premiera, którym miał nie zostać, gdy jego brat zostanie prezydentem.
Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej będą chcieli odwołania prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. Zamierzają zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie usunięcia prezydenta Łodzi ze stanowiska.
Do Urzędu Miasta Łodzi wpłynęło pismo informujące o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Jerzego Kropiwnickiego z funkcji prezydenta. Podpisało się pod nim 18 osób. To członkowie grupy inicjatorów usunięcia Kropiwnickiego ze stanowiska. Jak twierdzą - nie są związani z polityką i nie chodzi im o cele polityczne. To pracownicy pomocy społecznej, którzy wcześniej założyli Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych. Od ponad roku związek domagał się od władz Łodzi podwyżek płac i godnych warunków pracy. Organizował marsze protestacyjne, pisał petycje. Do tej pory, mimo obietnic, niczego nie uzyskał. Teraz związkowcy - założyciele grupy inicjatywnej postanowili wyrazić swoje niezadowolenie na szerszym forum. Krytykują postępowanie prezydenta Kropiwnickiego za styl i całokształt rządzenia: lekceważenie obywateli, fatalny system komunikacyjny, nie zakwalifikowanie się do Euro 2012, nieudaną inwestycję na Lublinku (lotnisko), zaprzepaszczenie budowy trasy S-8 itp.
Jedną z podpisanych osób jest Karol Orczykowski, członek Platformy Obywatelskiej, a prywatnie mąż radnej PO Ilony Orczykowskiej. Radna jednak zaprzecza, by miała związek z wnioskiem o referendum. - Oboje jesteśmy ludźmi aktywnymi, ale mąż ma swoje sprawy, ja mam swoje. Nie mam z tym pismem nic wspólnego - powiedziała nam radna.
Maciej Grubski, senator PO, a do niedawna przewodniczący rady miejskiej jest przeciwny referendum: - Dla mnie to wielka rozróba. W mojej ocenie Kropiwnicki ma sukcesy w zarządzaniu, nic takiego się nie wydarzyło w mieście, żeby rozpoczynać referendum. Ktoś chce sobie zrobić tanią popularność - powiedział senator.
Żeby doprowadzić do referendum społecznego inicjatorzy musieliby zebrać podpisy 10 proc. łodzian uprawnionych do głosowania, czyli ok. 60 tysięcy osób i przekazać je do wojewódzkiego komisarza wyborczego. Wówczas komisarz ogłasza referendum. Jest ono ważne, gdy do urn pójdzie 30 proc. łodzian. Jest to pierwszy wniosek o referendum w sprawie odwołania Jerzego Kropiwnickiego z funkcji prezydenta Łodzi w czasie ponad pięciu lat sprawowania urzędu.
Wystarczy sobie poczytać. Większa część dyskutujących jest za odwołaniem. Jak tylko będzie podany do wiadomości publicznej sposób zbierania podpisów, to na pewno poinformuję o tym tutaj, bo uważam, ze warto przeprowadzić taką akcję.
Czyli o tym jak drogowcy testują wydolność łódzkiej komunikacji.
W tym roku ruszyło w Łodzi jednocześnie tyle prac drogowych, ile jeszcze nie było nigdy. Warto wspomnieć chociażby budowę torów dla Łódzkiego Tramwaju Regionalnego mającego na celu połączyć 3 aglomeracje miejskie:
W swoim założeniu jest to dobra idea. Jednak rozgrzebane zostało torowisko na całej prawie długości trasy tramwaju, i jakoś prace przy tym nie posuwają się w szalonym tempie. Mniej więcej na każdym odcinku można zaobserwować minimum miesięczne opóźnienie w zakończeniu prac. Wystarczy choćby wspomnieć o skrzyżowaniu Pabianicka Bednarska, czy Julianowska Zgierska. Zastanawia mnie dlaczego kontrakty z wykonawcami są skonstruowane tak, że wykonawca nie ponosi na tyle surowych kar, zeby nie opłacało mu się spóźniać.
Do tego należy doliczyć jeszcze pomniejsze utrudnienia typu wymiana rur ciepłowniczych na Piłsudskiego na wysokości Placu Zwycięstwa, oraz inne szlabany, barierki i pachołki porozstawiane po Łodzi.
Blokuje to miasto niesamowicie.
Jednak w tym tygodniu postanowili bardzo mocno podkręcić śrubę. Zaczęto remontować nawierzchnię estakady na al Włókniarzy, przebiegającej nad al Mickiewicza. Nomen omen ten odcinek to akurat kawałek krajowej "Jedynki" do tego przebiegający prawie przez centrum Łodzi. Chyba nie trzeba mówić co się dzięki temu dzieje.
Mam wrażenie, że urzędnicy robią testy i sprawdzają jakie są granice wydolności łódzkiego transportu drogowego. Według mnie wskaźnik tej wydolności juz wchodzi na czerwone pole. Pytanie tylko czy ktokolwiek wyciągnie wnioski z takich decyzji i eksperymentów.
Od razu mi sie przypomniał pewien dowcip:
Radzieccy naukowcy przeprowadziili eksperyment z pająkiem. Wyrywano mu po jednej nodze, następnie kładziono na stole i mówiono "Idź". Za każdym razem pająk szedł, próbując uciekać przed oprawcami. Po wyrwaniu ostatniej nogi położono pająka na stole, wydano komendę. Pająk niestety nie poruszył się. Naukowcy we wnioskach z badania wpisali: "Pająk, po wyrwaniu ostatniej nogi ogłuchł".
Mam nadzieję, że nasi urzędnicy dojdą do troszkę bardziej precyzyjnych wniosków.
Nocna wywózka akt WSI z Ministerstwa Obrony Narodowej do Biura Bezpieczeństwa Narodowego to nie żadna rutynowa przeprowadzka. To kolejny akt walki o kontrolę nad służbami specjalnymi. Ale i coś jeszcze większego i poważniejszego.
To zamach na państwo i podważenie wyniku demokratycznych wyborów. Bo teczki z WSI są Kaczyńskim niezbędne do budowy wokół Pałacu Prezydenckiego drugiego, nieopisanego w konstytucji, czyli nielegalnego ośrodka władzy. Po pierwsze, należy zadać pytanie, co takiego jest w tych wywiezionych z MON teczkach? Były minister obrony Aleksander Szczygło zapewnia, że nie są to tajne archiwa służb wojskowych, a po prostu materiały komisji weryfikacyjnej niezbędne do jej pracy. Ale pan Rydz-Szczygły zapewniał już, że w Afganistanie terroryści użyli w starciu z naszymi wojskami cywili jako żywych tarczy i okazuje się to bzdurą. Dlatego my w zapewnienia tego pana zwyczajnie nie wierzymy.
W mediach pojawiają się informacje, że wśród wywiezionych materiałów jest wszystko - od teczek personalnych oficerów po akta najtajniejszych operacji. Pada nawet hasło o jednym, wielkim zbiorze haków. I w to akurat wierzymy.
Ale pomyliłby się ten, kto sądzi, że tylko o tak ulubione przez braci Kaczyńskich haki tutaj chodzi. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że nocne wywożenie tajnych teczek nieoznakowanymi ciężarówkami to nie jakaś gorączkowa akcja, a realizacja od dawna przygotowanego planu. Planu, który rozpoczął się od likwidacji WSI i publikacji słynnego raportu Antoniego Macierewicza.
W plan ten wpisuje się też przedłużenie działania komisji weryfikacyjnej WSI do końca czerwca 2008 - to jedna z ostatnich decyzji byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. A wcześniej - postawienie na jej czele b. premiera Jana Olszewskiego zamiast wybranego do Sejmu Macierewicza. Do Olszewskiego nikt się nie przyczepi zarzucając, że łączy tę funkcję z mandatem parlamentarzysty.
Pałac ma teraz pod swoją kontrolą i komisję weryfikacyjną, i tajne akta WSI. Tym samym ma pełen nadzór nad ciągle niezamkniętym procesem budowy nowych wojskowych służb specjalnych. Bo to komisja z panem Janem Olszewskim na czele decyduje, kto może, a kto nie może być zatrudniony w Służbie Wywiadu Wojskowego i w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.
Efekt - służby wojskowe stają się służbami specjalnymi niezależnymi od rządu i parlamentu, a podległymi prezydentowi. W tym świetle nawet wybór budynku BBN-u jest nieprzypadkowy. Nie chodzi tylko o to, że jest świetnie zabezpieczony. To odgrzewanie pomysłu jeszcze z czasów prezydentury Lecha Wałęsy, kiedy bracia Kaczyńscy szykowali własną, niezależną od innych ośrodków władzy służbę specjalną pod egidą BBN-u właśnie. Wtedy się nie udało...
No, ale własna służba to jeszcze nie wszystko. Jest ona niezbędnym elementem budowy wokół Pałacu Prezydenckiego i osoby Lecha Kaczyńskiego konkurencyjnego wobec rządu Donalda Tuska ośrodka władzy. Bo bracia Kaczyńscy, wbrew temu co sami i ich przyboczni opowiadają, nie chcą zaakceptować wyników demokratycznych wyborów. Platforma Obywatelska mogła sobie wygrać, ale rządzić będziemy my z pałacu - to jest ich logika. Nie bez kozery pan prezydent zaczął nagle powoływać się przy byle okazjach na swój demokratyczny mandat sprzed dwóch lat.
Ich działania to nie tylko bezczelne ignorowanie woli większości wyborców. To działanie wbrew obowiązującej konstytucji, a tym samym działanie wbrew państwu. Zamach.
* * *
Tuszują swoje akcje
Rozmowa z gen. Markiem Dukaczewskim, b. szefem WSI
Co może być w teczkach wywiezionych z MON-u? - W mojej ocenie, są tam materiały, które mogłyby podważyć wiarygodność raportu z likwidacji WSI. Wywiezienie tego to próba schowania dowodów na to, że raport pana Macierewicza jest niewiarygodny i wprowadził w błąd nie tylko najważniejsze osoby w państwie, ale i opinię publiczną. Gdyby te dokumenty trafiły w ręce ludzi, którzy by je dokładnie przeanalizowali, to okazałoby się, że wnioski wyciągnięte z raportu były tendencyjne i przygotowane pod zapotrzebowanie polityczne. To był jeden wielki gniot bazujący na plotkach i pomówieniach.
Pojawiają się też głosy, że wśród wywiezionych dokumentów jest pełno haków. - W trakcie rozmów komisji weryfikacyjnej WSI z oficerami mogło dojść do prób naciskania na nich, żeby obciążali różne osoby zeznaniami. Tym samym materiały komisji mogą być wykorzystywane jako haki. Znowu będzie można powoływać się na rzekomo wiarygodne doniesienia oficerów. I nikt nie będzie w stanie zweryfikować tych oświadczeń, bo wszystko będzie poza zasięgiem jakiejkolwiek kontroli.
Mają już te materiały na wyłączność? - Jeżeli dokumenty są zdeponowane poza zasięgiem ministra obrony narodowej, czyli poza zasięgiem rządu, to nikt poza członkami komisji weryfikacyjnej wglądu do nich mieć nie będzie. Nikt nie będzie w stanie ocenić wiarygodności tych dokumentów.
Dziękuję za rozmowę.
* * *
To jest zamach
Rozmowa z prof. Janem Widackim, posłem Lewicy i Demokratów
Po co im te akta WSI? - No, jakiś cel musieli mieć. Przede wszystkim chodzi chyba o to, żeby wglądu do tego nie miał nowy minister obrony narodowej. Czyli mamy do czynienia z próbą osłabienia rządu i wyjęcia spod jurysdykcji ministra tego, co w sumie do niego należy. Czyli jest próba podzielenia państwa na państwo rządu i państwo prezydenta, co jest zupełnie niedopuszczalne.
I niezgodne z konstytucją? - Trzeba to wyjaśnić. Mam nadzieję, że tak się stanie. Wtedy dowiemy się, czy było to sprzeczne z konstytucją. A może doszło też do popełnienia innych przestępstw.
Budują alternatywny ośrodek władzy w Pałacu Prezydenckim? - To jest chyba jakaś obsesja PiS-u. Stracili władzę, więc będą się okopywać wokół prezydenta Lecha Kaczyńskeigo. Pewnie chcą tam stworzyć jakiś alternatywny rząd, alternatywne państwo. To jest niemądre, złe i niezgodne z konstytucją.
Piszemy, że to zamach na państwo. - Bo tak to wygląda. Pewnie, że wywiezienie iluś pudeł z papierami to nie zamach na państwo. Ale to się wpisuje w logikę bardzo niebezpieczną, dlatego trzeba to zbadać. Wszystko zależy od przyszłego rządu.
Co rząd powinien zrobić? - Przede wszystkim Platforma musi się tu zmagać z tym, co sama współtworzyła. Bo PO też głosowała za likwidacją WSI. Jeżeli nie znajdą odwagi, żeby to przewalczyć, to będą mieli problem. Po stronie PiS-u jest pełna mobilizacja.
Dziękuję za rozmowę.
* * *
Nie pierwszyzna
Rozmowa z Mieczysławem Wachowskim, b. ministrem w kancelarii Lecha Wałęsy
Zdziwiły Pana doniesienia o tajnej wywózce akt z MON? - Nie, bo podobna wywózka miała już miejsce w 1992 roku, kiedy Antoni Macierewicz przestał być, po słynnej "nocy teczek", ministrem spaw wewnętrznych. Wtedy wywożono akta z MSW. Nową bazą musiała być Najwyższa Izba Kontroli, w której prezesem był Lech Kaczyński. Później miałem informacje, że w NIK-u znajdowały się szafy z teczkami na Jana Kulczyka, Ryszarda Krauzego itd. To był fakt. Na każdego zbierano. Teraz dzieje się to samo. To nie jest dla nich pierwszyzna.
Wygląda na to, że z pomocą teczek i komisji weryfikacyjnej będą ustawiać własną służbę specjalną. - Dlatego Tusk musi wykazać się teraz mądrością. On musi mieć świadomość, że to trzeba uciąć. A to jest do przecięcia. Nie jest za późno. Zawsze im można zabrać te zabawki. Ale trzeba działać szybko. Tak jak minister Bogdan Klich, który z marszu odwołał Antoniego Macierewicza. To mi się bardzo podobało.
Jak Tusk nie zadziała, to do czego Kaczyńscy są zdolni? - Będą tymi teczkami grali w nieskończoność. Będą ośmieszać i kompromitować poszczególnych polityków. Wejdą w życie prywatne ludzi, których Platforma do rządu powołała. Dlatego trzeba im te zabawki zabrać. Nie wolno pozwolić, żeby oni mogli jeszcze coś psuć. Trzeba im pokazać, że IV RP minęła. Koniec. The end.
Ministerstwo Obrony Narodowej prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie przewozu dokumentów Komisji Weryfikacyjnej WSI do pomieszczeń Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Polecenie wszczęcia dochodzenia wydał bezpośrednio nowy minister obrony narodowej Bogdan Klich (PO), choć nie miał do tego wystarczających uprawnień. Komisja Weryfikacyjna WSI nie podlega bowiem pod Ministerstwo Obrony Narodowej. Zdaniem Jana Olszewskiego, przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej, szefa MON wprowadzono w błąd, a cała sprawa to "wyreżyserowany spektakl", który ma uniemożliwić weryfikację żołnierzy dawnych WSI.
Sprawa przeniesienia do siedziby BBN dokumentów Komisji Weryfikacyjnej WSI zostanie w najbliższych dniach wyjaśniona - zapewniają przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej. Postępowanie wszczęto na bezpośrednie polecenie nowo mianowanego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha (PO). Minister polecił szefowi kontrwywiadu wojskowego przeprowadzenie postępowania sprawdzającego w dwóch sprawach: informacji o kopiowaniu dysków oraz doniesień medialnych o wywiezieniu dokumentów do siedziby BBN. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że minister Klich, nakazując wszczęcie postępowania dotyczącego dokumentów pozostających w gestii Komisji Weryfikacyjnej, w niektórych przypadkach udostępnionych przez IPN, dopuścił się naruszenia przysługujących mu z racji pełnionego stanowiska uprawnień. MON nie jest bowiem instytucją, która pełni funkcję nadrzędną i kontrolną w stosunku do Komisji Weryfikacyjnej WSI. Przypomnijmy: Komisja Weryfikacyjna powstała w ubiegłym roku w związku z likwidacją WSI. Do jej zadań należy m.in. sprawdzanie prawdziwości oświadczeń byłych żołnierzy WSI, którzy chcieli pracować w nowych służbach: Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i Służbie Wywiadu Wojskowego. Choć Komisja bada zeznania żołnierzy wywiadu i kontrwywiadu, to jednak jej pracownikami są cywile powoływani i odwoływani nie przez MON, lecz przez premiera. A to może oznaczać, że wszczęcie postępowania w sprawach dotyczących Komisji i jej prac przez szefa MON wiąże się z nadużyciem uprawnień przez ministra Klicha. - Komisja Weryfikacyjna, na czele której zasiada obecnie pan Jan Olszewski, a wcześniej minister Antoni Macierewicz, nie jest organem statutowym podporządkowanym MON. Członkowie Komisji nie są pracownikami MON ani wojska, nie podlegają więc kontroli ministra obrony narodowej - mówi osoba do niedawna pełniąca wysoką funkcję kierowniczą w MON. - Przyjąłem zasadę, że nie będę komentował wystąpień mojego następcy - ucina rozmowę Aleksander Szczygło (PiS), były minister obrony, pytany o ewentualne przekroczenie uprawnień przez ministra Klicha.
"Tajne archiwum" tworzyli szefowie WSI Od blisko roku nie istnieje już "tajne archiwum WSI", a większość tajnych dokumentów tych służb, gromadzona m.in. w Rembertowie, została przekazana IPN oraz Komisji Weryfikacyjnej. W rzeczywistości "tajne archiwum" tworzyli byli szefowie WSI, którzy opóźniali przekazanie dokumentów WSI do IPN. W tej sprawie prowadzone jest osobne śledztwo. Wczoraj szef komisji weryfikacyjnej WSI Jan Olszewski powiedział, że WSI bezprawnie przetrzymywały ogromne ilości akt, które powinny były znaleźć się "bardzo dawno" w IPN, a trafiły tam dopiero w 2006 roku. - Na razie nie znaleziono dowodów pozwalających na postawienie komukolwiek zarzutów, czego nie da się wykluczyć w przyszłości - mówi prokurator Ireneusz Szeląg z Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Warszawie. O wszczęciu śledztwa przez prokuraturę wojskową zdecydowały materiały przekazane przez komisję likwidacyjną WSI. Złożenie zawiadomienia ujawnili w listopadzie 2006 r. szefowie komisji likwidacyjnej WSI. Jej wiceszef Piotr Woyciechowski mówił, że komisja zawiadomiła prokuraturę o popełnieniu przez szefów WSI przestępstwa ukrycia i nieprzekazania do IPN dokumentów wojskowych służb PRL tysiąca jednostek archiwalnych. Tymczasem zdaniem Jana Olszewskiego, byłego premiera, a obecnie szefa Komisji Weryfikacyjnej WSI, cała sprawa rozdmuchiwanej przez polityków PO wywózki dokumentów to "wyreżyserowany spektakl", za którym stoją właśnie ludzie związani z WSI obawiający się ujawnienia kolejnych aneksów. - Spektakl z aktami WSI inspirowały środowiska, które swe majątkowe interesy wiązały z działalnością niektórych oficerów WSI - uważa Jan Olszewski. Jego zdaniem, szef MON Bogdan Klich został wprowadzony w błąd co do rzekomego "kopiowania tajnych dokumentów", bowiem system zabezpieczeń zastosowany na komputerach używanych przez Komisję uniemożliwia powielanie danych. - Wszystkie wymogi ochrony akt komisji były i są nadal zachowywane - zapewnił Olszewski. Dodał, że zapowiadana przez premiera wymiana członków Komisji Weryfikacyjnej może uniemożliwić "wypełnienie misji przez komisję". Wojciech Wybranowski
"Odruch Pawłowa" - tym według Joachima Brudzińskiego był gest powstania posłów na powitanie Lecha Wałęsy podczas inauguracji Sejmu VI kadencji. Gdy marszałek senior Zbigniew Religa witał byłego prezydenta, większość posłów - również z PiS - wstała. Jedynie Jarosław Kaczyński demonstracyjnie siedział i gestem nakazał Zycie Gilowskiej, by się nie podnosiła.
Jarosław Kaczyński, mówiąc Zycie Gilowskiej, by siadła, starał się powstrzymać "ten owczy pęd" - mówił Brudziński w ''Kropce nad i''. Według Brudzińskiego posłowie PO wstali witając Wałęsę, by upokorzyć urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Na inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu obecni byli między innymi prezydent Lech Kaczyński oraz były prezydent Lech Wałęsa. Gdy marszałek senior Zbigniew Religa witał prezydenta Kaczyńskiego - wszyscy posłowie wstali bijąc brawo. Gdy zwrócił się do prezydenta Wałęsy, posłowie PiS z początku się wahali, lecz po chwili również podnieśli się z miejsc. Owacje dla Wałęsy były bardziej gromkie, cieplejsze dłuższe niż dla Lecha Kaczyńskiego. Gdy wszyscy stali, Jarosław Kaczyński demonstracyjnie siedział i gestem pokazywał zajmującej miejsce obok niego Zycie Gilowskiej by się nie podnosiła. Była minister finansów jednak stała, Ludwik Dorn - mimo wahań - też.
Wielokrotnie rozmawiałem z posłem Joachimem Brudzińskim i podczas tych rozmów imponował mi inteligencją, szczerością a przede wszystkim podzielaną przeze mnie miłością do morza. Miałem wszakże kłopot, żeby się zgodzić się z poczuciem humoru Joachima Brudzińskiego, gdyż to, co poseł powiedział na temat zachowania Jarosława Kaczyńskiego można traktować jedynie w kategorii nieudanego żartu.
"Gazeta Wyborcza", w tym ja, nie raz spieraliśmy się z Lechem Wałęsą i co więcej uważamy, że racja była po naszej stronie. Niemniej jednak nie omieszkaliśmy zaznaczać, że Lech Wałęsa to znak firmowy "Solidarności" i pierwszy demokratycznie wybrany prezydent po 1989. Z ust wielu ludzi na całym świecie słyszałem, że Wałęsa to znak firmowy naszego kraju, tak jak dla USA "Coca-Cola". Dzieki Wałęsie o Polsce słyszano nawet na Antypodach. Dlatego wydaje mi się dziwne, że ktoś, kto może aspirować jedynie do miana polokokty nie wstaje, gdy na salę Sejmu wchodzi pierwszy prezydent III RP.
Co więcej, myślę, że poseł Brudziński z czystą premedytacją chciał podważyć dobre wychowanie Jarosława Kaczyńskiego, co premier niejednokrotnie podkreślał w ostatnich dniach. Mam wrażenie, że jest to koronny dowód na rozłam w PiS.
Wszak nawet podwórkowe łobuziaki wiedzą, jak się zachować w szczególnych sytuacjach. Widać Joachim Brudziński uznał, że brak ogłady Jarosława Kaczyńskiego to ta cecha, którą należy eksponować.
Moje zdanie na ten temat jest takie:
Mam nadzieję, że Polacy prędzej czy później podobnie potraktują tych karakanów z PIS. Jestem prawie, że pewny tego że historia nie rozliczy się z nimi delikatnie. Na żaden szacunek nie zasługuje ktoś, kto nie szanuje innych, zwłaszcza takich autorytetów i wzorców.